sobota, 11 kwietnia 2009

Zbliża się Wielkanoc


W związku z nadchodzącymi świętami, życzę WAM wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, słońca i uśmiechu. Kicającego zajączka, niekoniecznie z koszem prezentów. Dużo wspólnej zabawy na świeżym powietrzu i mokrego, ciepłego śmingusa dyngusa...
W związku z nadchodzącymi świętami wypadało by coś upichcić. Jak tylko skończę sprzatać, położę niunię spać zabiorę się za gotowanie. W planach mam makowaca (obiecałam mojemu W., że o zrobię.) Ciasto bardziej pasujące na Boże Narodzenie, ale został mi jeszcze mak i miód, więc trzeba to jakoś wykorzystać. No i oboje bardzo lubimy makowca :) do tego upiekę jakieś mufinki, muszę tylko poszukać jakiś fajny przepis. Na śniadanko obowiązkowo jaja i jakaś sałatka. A resztę potraw to już u rodzinki, czyli naszych rodziców, jak będziemy w odwiedzinach. Z uwagi na to, że dopiero zabieram się za pieczenie zdjęcia dołoże później.
Tym razem już ze zdjęciami. Na pierwszy ogień poszedł makowiec. Ciasto z wygody wyrabiałam w maszynie do pieczenia chleba. Tam sobie porządnie wyrosło, dodatkowo jeszcze podrastało w piekarniku pod żaróweczką już z wyłożoną masą makową. Odnośnika do przepisu nie podaję, bo piekłam go według przepisu z zeszytu mojej mamy, oto efekt 

Ładnie sobie ciasto wyrosło, niestety w piekarniku już nagrzanym do właściwej temperatury znowu popędziło jak szalone i wyszło mi z blaszki na 3 centymetry. Oj, przydałaby się większa blaszka, a tak masz babo placek. Pod ciężarem maku i wysokości niezbyt ładnie wyglądał, po wyjęciu z blachy. Dlatego daję tylko zdjęcie jeszcze przed wyjęciem

i już w trakcie degustacji... smakuje wysmienicie, Julcia również wołała, bym jej jeszcze dołożyła kawałek, oczywiście ten z mniejszą ilością maku :) A jak W. wrócił z pracy, stwierdził, że wygląda apetycznie i pewnie też tak smakuje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz