poniedziałek, 25 października 2010

Czarna fasolka dla księżniczki

Niedawno, zanim zaczęły się pierwsze przymrozki, moja córcia zrywała z babcią czarną fasolkę. Pierwszy raz miałam możliwość zobaczyć w ogródku taką fasolkę i podeszłam do tego z pewną dozą niepewności. Czy aby na pewno będzie dobra?

Zerwałyśmy i zabrałyśmy fasolkę do domu. Będzie na obiadek ziemniakami, jajkiem przybrana bułką tartą, tak jak lubimy najbardziej. Fasolka poszła sobie do garnka z wodą i się gotowała.

A tymczasem... mama wykroiła z papieru koronę dla swojej księżniczki i chwilę się bawiłyśmy i pstrykałyśmy zdjęcia...

A jak tam nasza fasolka. W trakcie gotowania zmieniła kolor na zielony, woda była czarna, ale za to smak... Bardzo dobra, krucha - moja córcia jadła ją prawie garściami. Szkoda, że wzięłyśmy jej tak mało. Ale za rok babcia znowu ją posieje na ogródku...

POLECAM!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz